AMSTERDAM De Huishoudbeurs 2016 – recenzja

Huishoudbeurs 2016 – czyli targi gospodyń domowych w Holandii.

Od wielu lat chciałam na nie pojechać, w końcu w tym roku pieczę nad organizacją dagje-uit przejęła moja kuzynka. Połączyłyśmy wspólne wiadomości, organizacje dojazdu i biletów zorganizowała ona. Jako środek transportu wybrałyśmy pociąg. Trasa Tilburg-Amsterdam RAI. Bilety NS zakupiła w promocji w Kruidvat z możliwością wymiany na punkty więc transport w obie strony wyniósł nas €12,49 na osobę. Bilety wstępu w wysokości €14,95 na/os zakupiła w Blokkerze (jest jeszcze ta promocja). Z tym, że trzeba liczyć się, z różnymi cenami w zależności od dnia zakupu link dla was:
http://www.huishoudbeurs.nl/praktische-info/kaartverkoop/

DSC_0201

UWAGA! W tym samym czasie RAI odbywają się też targi dla kobiet w ciąży i po porodzie – NegenMaandenBeurs – te bilety są także ważne na te targi! Od 24 lutego 2016.

 Czyli cenę już znacie – wszystko kosztowało nas  €27,44 na osobę.

W tym roku Huishoudbeurs odbędzie się po raz 71. Średnio te targi odwiedza ćwierć miliona kobiet. Organizowane są w amsterdamskich halach targowych RAI, raz do roku.
Targi w tym roku trwają od 20-28 lutego i każdego dnia rozpoczynają się od godziny 11.00 do 18 (25 i 26 lutego do 22.00!!!)
Co można na tych targach zobaczyć to zaraz wam moi drodzy napiszę, pokażę zdjęcia z tej imprezy oraz podpowiem co nieco w temacie.

Na początku jednak chciałabym wam tak nostalgicznie pokazać kilka filmików z lat 50 i 60.

10 lat później pojawiają się już ciekawsze urządzenia:

Moja recenzja
Jako dogodny środek transportu wybrałyśmy pociąg. Jechałyśmy w 3 panie i koszt dojazdu samochodem równałby się z promocją z Kruidvata, a że pomyślałyśmy sobie, że jako to nasz babski dzień to warto zrelaksować się przy lampce dobrego winka, może dwóch (lampkach, nie butelkach). Rzadko jako kobiety pracujące, jednocześnie panie domu możemy pozwolić sobie na takie wypady, to też nie chciałyśmy losować jednej z nas jako BOB. Albo wszystkie BOB, albo żadna. Żadna więc. Wyjechałyśmy z Tilburga trochę po 9.00 W pociągu nie było tłoczno, całą drogę miałyśmy miejsca siedzące.
Nawał ludzi zobaczyłyśmy dopiero na stacji A-dam RAI, ale sprytnie obeszłyśmy kolejki, korzystając z wyjścia na stację autobusów, a nie bezpośrednio w stronę targów. 10 minut z naszego życia zaoszczędzone kosztem 100m extra drogi.

DSC_0203

DSC_0206

Już włączając się w rzekę kobiet podążyłyśmy z nurtem zastanawiając się, po co im wszystkim walizeczki i torby zakupowe na kółkach? Po przejściu jakiś 200m zrozumiałyśmy. Kolejne 100m i mamy ręce pełne próbek, gratisów, folderów, bonów na upust. Na szczęście miałyśmy pojemne torebki więc wszystko do nich wrzuciłyśmy, jednocześnie stawiając sobie za priorytet zakup na targach jakiś pojemniejszych toreb lub toreb na kółkach.
Docieramy do wejścia bez większych problemów, problemy ma za to pan za nami rozdający batona Mars. Patrze z niedowierzaniem jak znika pomiędzy dziesiątkami kobiet i nie nadąża z przebieraniem rękoma, aby te batony rozdawać.
Nam udało się na szczęście luzem otrzymać wszystko po drodze i swobodnie idziemy do pracownika skanującego bilety wstępu.  Wchodząc na targi możemy skorzystać z 5 wejść. 4 dla zwyczajnych posiadaczy biletu i jedno dla VIP-klientów.
Po wejściu na teren targów kierujemy się do szatni. Mimo dużej ilości osób wszystko idzie sprawnie. Koszt powieszenia kurtki €1,50
Dalej kierunek toaleta. Tu już gorzej, kolejka pań zakręca, więc decydujemy się na toaletę męską. Przezornie jedna wysłana na zwiad czy aby gdzieś nie korzysta z niej pan – droga wolna, potrzeba pilna, myjemy ręce, wracamy na trasę. Najpierw musimy przedostać się przez kolejkę do bankomatu. Tutaj jesteśmy zabezpieczone, nie musimy w niej stać, w Tilburgu wyciągnęłyśmy z bankomatów pieniądze.

DSC_0213

Kierujemy się na główny hol w celu znalezienia mapki targów. Mamy mapki + książeczki z kuponami. Mapka jest dość duża, ale jasna.
Dalej w głowie plan zdobycia toreb, ale skoro nie ma ich w hali głównej musimy szukać ich na targowiskach. Schodami do góry chodzimy do hali nr 10 na mapce.
I to w sumie to miejsce jest dla nas tym pierwszym, które sprawia bardzo ciekawe i pozytywne wrażenie. Na zdjęciach widzicie co kryje w sobie ta hala, nosząca nazwę HOME shop till you drop.

DSC_0220

DSC_0221

DSC_0224 DSC_0225 DSC_0227

Spędziłyśmy tam bardzo dużo czasu, bo były właśnie w tym miejscu najciekawsze dla nas propozycje i prezentacje. I to właśnie w tej hali zostawiłyśmy najwięcej pieniędzy, bo wszystko co jest tam prezentowane można kupić od ręki, za specjalną cenę. Oczywiście jest to trik marketingowy, ale rzeczywiście wiele produktów, które znałam były na tych targach tańsze niż w sklepie. Co było też miłym zaskoczeniem to, że wiele produktów było nowych, których nie miałam okazji widzieć na żywo, wiele prezentacji i możliwości wypróbowania praktycznie wszystkiego.

Tutaj próba Sundepil, materiału do depilacji. To są jakieś kryształki, które ścierają włoski. Prezentacją i próbą na własnym ciele byłam miło zaskoczona. Kilka ruchów tym materiałem i włosków nie było. Przyglądając się bardziej tylko wystające włoski zostały usunięte. Produkt na targach za cały zestaw (wg. zapewnień pani, powinien wystarczyć na cały rok) kosztowałby mnie €20. Niestety mimo elementu pozytywnego zaskoczenia, prezentacja mnie nie przekonała, a dzisiaj już wiem, że dobrze zrobiłam nie kupując tego produktu za tę cenę.

DSC_0228 DSC_0229 DSC_0234

Prezentacja ekonomicznej i efektywnej zmywaczko-ściągaczki (he?) do okna. Pan ładnie pokazał, natomiast koleżanka zaskoczyła go pytaniem: Jak się tym myje okna na wysokości? Pan wybrnąć nie umiał więc poszłyśmy dalej.

DSC_0236

Teraz w modzie, rodem z Back to the future. Widziałyśmy, zainteresowanie było, spróbowałyśmy! €250

DSC_0240

O tych szczotkach do włosów widziałam dziesiątki filmów. Miałam okazję wypróbować. Chciałam już taką szczotkę zakupić, ale miałam obawy kupić ją przez FB. Tam na miejscu asortymentu było wystarczająco. Szczotkę kupiłyśmy wszystkie trzy – cena €35

DSC_0246 DSC_0247

Prezentacja poduszek ze specjalnym wypełnieniem. Niestety nie byłyśmy przekonane.

DSC_0252

Kolejny ciekawy produkt, który zwrócił naszą uwagę i będzie gościł w domu mojej kuzynki. Nie trzeba było jej długo przekonywać, mega-show także nie miał miejsca na tej prezentacji, ale produkt i jego zastosowanie a przede wszystkim łatwość w używaniu podbiło serce pani domowej.

DSC_0253

To żelazko wybróbowałyśmy bezpośrednio na naszej odzieży. Gdyby nie koszt €199 z pewnością byśmy się na nie skusiły!

DSC_0254

Z hali 10 idziemy do 11 – Food & Drinks – czyli jedzenie i napoje. Swoje stanowiska mają różne firmy, to właśnie tutaj zakupujemy nasze torby – koszt €2 na stoisku Lidl-a. Oprócz torby (kosztującej w sklepie €1,50) mamy jeszcze w środku 3 produkty. Teraz możemy spokojnie powrzucać do nich dotychczas uzbierane gratisy i zakupy. W torebkach robi się lżej w miarę wypełniania toreb. Czas na degustacje. Ja jako, że mam post próbuje produktów bez mięsa, towarzystwo moje wcina wszystko.

DSC_0258 DSC_0260 DSC_0261

Mora była bardzo popularna jak na Holandię przystało.

DSC_0264 DSC_0265

Liczne konkursy. Tutaj można było jak w reklamie Lidla próbować i zgadywać co jest produktem pod ich firmową nazwą, a co produktem klasy A.

DSC_0267

Widzicie te wózki? Torby na kółkach! Torby na kółkach! Wszędzie widzę torby na kółkach!

DSC_0269 DSC_0270

Obchodzimy każde stoisko, aż ku naszemu zdziwieniu na końcu hali widzimy PROEVERIJ. Patrzymy na siebie z lekkim uśmieszkiem, oto degustacja alkoholi stoi przed nami otworem. Tylko przed wejściem 2 barczystych ochroniarzy komentuje nasze torby z Lidla.
– Panie po raz pierwszy?
– TAK! Skąd pan wie?!
– Bo po torbach widzę!
No tak, śmiejemy się! Prawie wszyscy ciągną za sobą te wózki na zakupy – one wiedziały, my nie!

DSC_0263

Weszłyśmy, trochę skrępowane czaimy się na pierwsze stoisko. Ale co tam! Jedna z nas przewodzi, częstuje nas pierwszym alkoholem – DOBRY. Drugim – TAKI SE. Trzecim – BLEE co to jest?! A o smaku Drop! Czwartym – Hmmm jednak pierwszy był najsmaczniejszy. Idziemy dalej i już nas łapie pan przy winach i zaprasza do stolika, na którym mamy jakieś 10 butelek niemieckiego trunku. Degustujemy. Pan serwuje nam piątą mini-lampkę. Uff robi się gorąco. Jak byśmy nie chciały przyznać mu racji, jego opowieści o winach za €10 bardziej nas rozśmieszyły jak spowodowały chęć ich nabycia. Dziękujemy serdecznie za bajki rodem z andersowskich książek. Idziemy do działu alkoholi włoskich. Limoncello 30% podkręca motorki i podsyca apetyt. I po kolei podchodzimy do stoisk alkoholi, które widziałyśmy niekiedy w telewizyjnych reklamach, a w MITRA wydają nam się za drogie na zakup, aby spróbować czy czegoś smacznego nie mijamy w życiu. Humor nam bardzo dopisywał.

DSC_0272 DSC_0275 DSC_0303 DSC_0306 DSC_0307

Każda z nas znalazła coś dla siebie, ale nie zdecydowałyśmy się niczego zakupić, mimo iż ceny były bardzo przystępne i ciekawe. Nie zdecydowałyśmy się na zakup….w pierwszej rundzie. Po przemierzeniu całych targów, wracamy do hali 11 na końcowe degustacje i wtedy kupujemy alkohole i produkty spożywcze.

Jest godzina 14, a my nie zwiedziłyśmy nawet połowy. Nie mamy czasu na siedzenie, idziemy dalej. Niestety ciężkie torby nam zawadzają, decydujemy się na oddanie ich do depozytu. Na piętrze tuż nad halą główną jest specjalne pomieszczenie na torby z zakupami. Wszystkie nasze zdobycze pakujemy do jednej torby i za cenę €3 oddajemy do depozytu. Idziemy dalej. Hala ELICIUM mieszcząca – Happy & Healthy czyli radość i zdrowie. Stoimy w kolejce do darmowego pomiaru cholesterolu, kręcimy specjalnym hula hop, przyglądamy się masażom.

DSC_0277

Buuuuum podlatuje facet i smaruje mi rękę jakimś żelem. ICE GEL – kupuję od razu tubkę, bez zastanowienia. Dopiero w domu, po całym dniu chodzenia zaczynam żałować, że nie kupiłam dziesięciu tubek!

Mijamy restauracje i wchodzimy na potężne hale kolejno: 2, 1,7. W 6 moje współtowarzyszki objadają się egzotycznymi potrawami na AZIE PASAR MALAM FESTIVAL, ostatecznie omijamy halę 5 gdzie do 23 lutego jest dział dla zwierząt i bezpośrednio kierujemy się do hali 4 – FASION.

DSC_0278 DSC_0283

Próbujemy jakiejś magicznej maskary. Nie podoba nam się, ale przezornie mówimy, że jest ok i że chcemy spróbować na drugim oku (bo jak chodzić tylko z jednym zrobionym). Dziękujemy i przeklinamy produkt, próbująć ściągnąć chusteczką grudki z rzęs.

DSC_0287

Pan wróżbita. A co tam? Posłuchamy sobie co nas czeka.

DSC_0294

DSC_0292

DSC_0297

Po zakończonym zwiedzaniu i aktywnym udziale w wielu demonstracjach, czas pożegnać Huishoudbeurs, ale tak jak wyżej wracamy do hali 11 posilić się przed podróżą. Kiedy jest mniej ludzi, to jakby więcej stanowisk się pojawiło. Znaczy one były i w naszej poprzedniej rundzie, tylko mniej widoczne. I tak ja decyduje się na wegańskie jadło, koleżanka suszone owoce, kuzynka na coś jeszcze dziwniejszego. Po humor udajemy się do działu alkoholi i tym razem korzystając z kuponów zniżkowych kupujemy przepyszny alkohol!

Na tym koniec naszego dnia, który na pewno powtórzymy już obeznane w akcji w przyszłym roku! Jedna idzie odbierać kurtki, dwie torby z depozytu (aha zapomniałam napisać, że w międzyczasie oddaliśmy i drugą pełną). Spotykamy się w hali głównej i dzielimy zdobyczami, tak aby każda miała wagowo mniej więcej tyle samo do dźwigania. Torby są ciężkie. Wychodzimy i dalej kolejne 100m gratisów. Tu pani otwiera na drogę red bulla, tu pani daje 2 ręczniki kuchenne na osobę, tutaj znowu ciastka itd…

Rzeka ludzi przypomina teraz skromne źródełko, ale już na stacji kolejowej widzimy jak dużo osób wraca z targów. Decydujemy się na wolniejszą drogę, ale z pewnością, że będziemy siedziały – sprinter do Utrechtu. Tam moje towarzyszki, nieusłuchane chcą pojechać intercity. Stoimy w przedziale, bo nie ma miejsca na zewnątrz i słuchamy skarg tych co siedzą.
-Oj! Myślałam, że tylko w Sprinterze można  stać nad pasażerami.
6,5 godziny chodzenia robi swoje. Myślę o tej pani bardzo nie po chrześcijańsku 😉
W Den Bosch już luzik – sprinter do Tilburga.

Dzień super! Polecam każdej pani! Obawiam się, że panowie jeżeli nie interesują ich ,,babskie rzeczy” nie mają tam nic do szukania. Typowo babskie miejsce. Było bardzo mało mężczyzn, a jeżeli już takowi się pojawili, ciągnięci pod rękę byli przez swoje holenderskie małżonki w starszym wieku. Nie polecam zabierać tam dzieci, nawet tych we wózku. Same mamy dzieci w wieku od 6-15 lat i zdecydowanie nie jest to dla nich miejsce.

Kolejną radą dla was są te torby! Szczególnie torby na kółkach. Nie bierzcie dużych walizek podróżnych, ale ułatwcie sobie życie i skorzystajcie z udogodnienia posiadania ze sobą jakiejś większej torby.

Na jednej z hal są także koncerty i pokazy mody – i tam też nas nie było, bo fanami tej prezentowanej muzyki nie jesteśmy, a byłyśmy tak oczarowane targami i głodne nowych prezentacji, że Thomas Berge (who is f… Thomas Berge?) nas nie zainteresował.

Więcej info o tym wydarzeniu znajdziecie tutaj:
http://www.huishoudbeurs.nl/

Ja zapraszam serdecznie do udostępniania tego postu i przegadania z przyjaciółką, kuzynką, siostrą, mamą i każdą bliską wam kobietką możliwości fajnego spędzenia tego dni na targach gospodyń domowych! Fajnie byłoby usłyszeć waszą opinię? Może któraś była? Może komuś narobiłam smaczka tym wpisem? Piszcie na funpage CzN:
https://www.facebook.com/coszanicwholandii

 

 

 

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *